"To jest zemsta". Prok. Drelewski odpowiada na groźbę dyscyplinarki
Jak we wtorek informowały media, wobec prokuratora Jana Drelewskiego ma zostać wszczęta procedura dyscyplinarna. Wniosek ma dotyczyć m.in. "rażącej obrazy przepisów prawa", przewlekłości postępowania oraz uchybienia godności urzędu.
"Żadnego dokumentu mi nie przedstawiono"
Sprawa ma związek z prowadzonym przez Drelewskiego postępowaniem w tzw. polskim wątku afery korupcyjnej byłego ministra transportu Sławomira Nowaka. Po odsunięciu prokuratora od śledztwa zarzuty zostały wycofane, a sąd umorzył sprawę jeszcze przed rozpoczęciem procesu, wskazując na "oczywisty brak faktycznych podstaw oskarżenia".
Sam Drelewski przekonuje, że zarzuty wobec niego są bezpodstawne, a o sprawie dowiaduje się wyłącznie z mediów. – Nie wiem, jakie są podstawy do wszczęcia wobec mnie postępowania. Żadnego dokumentu mi nie przedstawiono. Wszystko, co wiem, wiem z doniesień medialnych – podkreśla w wywiadzie udzielonym portalowi "Dziennik Gazeta Prawna". W jego ocenie zmiana podejścia do sprawy nie wynika z nowych ustaleń. – Zmienił się minister, materiał dowodowy się nie zmienił, za to zmieniła się optyka sprawy. Nie stwierdzono nawet, że dowody są słabe, tylko że dowodów w ogóle nie ma – zaznacza.
"Zarzucano mi, że stosowałem bardzo rygorystyczne środki wobec podejrzanych"
Prokurator wskazuje także na okoliczności swojego odsunięcia od postępowania. Jak relacjonuje, nastąpiło to tuż przed kluczowymi czynnościami procesowymi. – Otrzymaliśmy informację, że nasza pomoc nie jest już potrzebna dosłownie na kilka dni przed przesłuchaniem najważniejszego świadka. Usłyszałem, że sprawę przejmie nowy referent, który nie miał szans się przygotować – mówi.
Dodaje, że mimo iż jest autorem aktu oskarżenia, nie miał możliwości uczestniczenia w posiedzeniu sądu. – Jestem autorem aktu oskarżenia, a nie byłem nawet na posiedzeniu, na którym zapadło umorzenie. Nie mogłem kontrargumentować ani wskazać, gdzie w aktach znajdują się dowody – podkreśla. Drelewski odnosi się również do zarzutów dotyczących stosowania środków zapobiegawczych. – Zarzucano mi, że stosowałem bardzo rygorystyczne środki wobec podejrzanych. Tymczasem to nie ja je stosowałem, tylko sąd – wskazuje.
Zarzucają mu upolitycznienie
Prokurator odrzuca też sugestie, że jego kariera była związana z wcześniejszymi zmianami politycznymi. – Na swoją pozycję pracowałem bardzo ciężko i przez wiele lat. Żaden z moich awansów nie był przyspieszony – zaznacza na portalu DGP. Jak dodaje, nigdy nie angażował się w działalność polityczną. – Zmiany kadrowe przebiegały obok mnie, a ja miałem głowę w aktach. Wszystkie zarzuty wobec Sławomira Nowaka miały oparcie w materiale dowodowym – podkreśla.
Na razie rzecznik dyscyplinarny prowadzi czynności sprawdzające, które mają rozstrzygnąć, czy istnieją podstawy do wszczęcia formalnego postępowania.